|
Każdy
śpiewak decydujący się na współtworzenie chóru musi zapomnieć o zdobyczy
naszej cywilizacji, jaką jest w większości krajów konstytucyjnie gwarantowana
demokracja. W chórze jest raczej jak w kapitalizmie: mówi się co się chce
- robi się co każą. Chórzyści zawsze (byle by nie podczas próby) mogą
powiedzieć, co myślą o koncepcji dyrygenta i przedstawić własną (kolegom
i koleżankom), ale w trakcie prac poprzedzających wykonanie utworu jak
i podczas koncertu muszą zgodzić się na nieograniczoną władzę chórmistrza.
Po łacinie dirigens
znaczy: kierujący. Nic, co się dzieje w trakcie dźwiękowej realizacji
utworu, nie dzieje się bez wiedzy, zgody czy też inicjatywy dyrygenta,
a jeśli już coś takiego ma miejsce, to biada temu, kto pozwala sobie na
takową samowolę... To dyrygent przed koncertem ustala tempo, dynamikę,
frazowanie, koryguje czystość i proporcje brzmienia, sugeruje nastrój
poszczególnych fraz, części i całego utworu. Podczas koncertu jest on
koordynatorem działań zespołu: odmierza takt, nadaje tempo i jego zmiany,
sugeruje frazowanie, a ponadto wskazuje wejścia poszczególnych głosów,
odcienie dynamiki, etc. Nie każdy chórmistrz w równym stopniu traktuje
elementy, które z natury rzeczy determinują takie, a nie inne wykonanie
utworu, a do których zaliczyć należy: koncepcję autora utworu, koncepcję
dyrygenta, właściwości i aktualną dyspozycję chóru, akustykę sali czy
w końcu gusta odbiorców. Prawdziwymi mistrzami są ci, którzy uwzględniwszy
powyższe potrafią mile połechtać błony bębenkowe słuchaczy (zarówno rzesz
jak i krytyków) dając zarazem stosowną satysfakcję kompozytorowi (jeśli
ów jest obecny pośród żywych), muzykologowi, chórowi i sobie samemu. Jest
to zadanie niełatwe i wielce odpowiedzialne. Dlatego współcześnie dyrygentami,
nie tylko profesjonalnych chórów, są muzycy wyspecjalizowani w kierowaniu
zespołami wokalnymi, częstokroć odbywający ponadto studia z zakresu kompozycji
lub muzykologii. Dyrygenci chóralni, w odróżnieniu od swych symfonicznych
kolegów, nie używają batuty. Poza tym, w kieszeni swego fraka zawsze noszą
kamerton. Przyrząd ów służy do podawania bezwzględnej wysokości dźwięków
dla utworów wykonywanych a cappella.
Za pierwszego wybitnego
polskiego chórmistrza należy uznać wychowanka Ratyzbony, księdza Wacława
Gieburowskiego. Kierowany przez niego od 1915 roku Poznański Chór Katedralny
osiągnął wysoki poziom artystyczny i uznanie również poza granicami kraju.
Jego dzieło przejął Stefan Stuligrosz, który Chór Chłopięco-Męski Filharmonii
Poznańskiej "Poznańskie Słowiki" wyprowadził na pozycję światową. On też
wykształcił grono znakomitych chórmistrzów, do których należy Janusz Dąbrowski
- obecny kierownik artystyczny Warszawskiego Chóru Międzyuczelnianego.
Urodził
się w roku 1944. Studiował teorię muzyki w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej
w Warszawie, a następnie dyrygenturę chóralną w Akademii Muzycznej w Poznaniu,
którą ukończył w klasie prof. Stefana Stuligrosza. Od
1967 r. kieruje Warszawskim Chórem Międzyuczelnianym. Od 1973 r. jest
także dyrygentem Warszawskiego Chóru Żeńskiego "Harfa", a w latach 1974-82
piastował funkcję dyrektora artystycznego Towarzystwa Śpiewaczego "Harfa".
Wraz ze swoimi zespołami koncertuje prawie we wszystkich krajach Europy.
Dokonał wielu nagrań dla radiofonii i telewizji francuskiej, hiszpańskiej,
niemieckiej i włoskiej.
Janusz Dąbrowski został
zaproszony przez Uniwersytet Stanowy w San Francisco (USA) do wygłoszenia
cyklu wykładów o chóralistyce polskiej. We Włoszech wielokrotnie prowadził
kursy dla dyrygentów organizowane przez Związek Chórów Północnowłoskich.
Na festiwalu w Quintin (Bretania) przewodził warsztatom muzycznym, których
program stanowiła muzyka cerkiewna. Od 1997 roku bierze udział w pracach
Federacji Chórów Francusko-Niemieckich. Wielokrotnie zapraszany był -
i jest nadal - do pełnienia funkcji jurora w konkursach i festiwalach
muzyki chóralnej. W grudniu 1999 roku, z rąk Jego Eminencji Józefa kardynała
Glempa, prymasa Polski, otrzymał odznaczenie "Ecclesiae Populoque Servitium
Praestanti - Wyróżniającemu się w Służbie dla Kościoła i Narodu". W swym
dorobku artystycznym posiada wiele utworów i opracowań chóralnych, pisanych
głównie z myślą o Warszawskim Chórze Międzyuczelnianym.
Podczas prób kierowany
pasją artystyczną konsekwentnie wypracowuje zamierzony efekt. Jest przy
tym w swych działaniach szalenie energiczny i stanowczy. Zdarza się, że
niemiłosiernie beszta cały zespół lub dany głos, lecz czyni to tylko dlatego,
by nadać pożądaną ekspresję swym wskazówkom. Myliłby się ten, kto uważa,
iż Maestro nie spocznie w powtarzaniu danego fragmentu kompozycji, dopóki
nie usłyszy zamierzonego efektu. Ten bowiem ma się objawić dopiero podczas
koncertu. Wtedy kierowany artystycznym instynktem przekazuje całemu zespołowi
i słuchaczom cały potencjał swej muzycznej wyobraźni i wewnętrznego żaru.
W tym miejscu pozwolę sobie wspomnieć o znanych mi z opowiadań i własnego
doświadczenia, dwóch sposobach pracy dyrygentów nad dźwiękową realizacją
kompozycji podczas prób. Pierwszy z nich zakłada cyzelowanie i wielokrotne
powtarzanie poszczególnych fragmentów utworu. Drugi polega na wypracowaniu
swoistej bazy brzmieniowej, która nie jest jeszcze tym, czym ma się napawać
słuchacz. Nie twierdzę, iż jest to reguła, zdarza się jednak podczas koncertów,
iż dyrygenci stosujący sposób pierwszy, zatracają się w bogactwie niuansów,
jakie chcą wyeksponować. Chęć powielenia wcześniej wypracowanego wzorca
sprawia, że wykonanie staje się bardziej techniczne niż uczuciowe. Mistrzowie
praktykujący sposób drugi, z racji pozostawienia sobie pewnych miejsc
niedookreślonych, ostateczny rezultat artystyczny kształtują podczas koncertu,
nie będąc skrępowanymi wcześniej wypielęgnowaną konkretyzacją. Nie chcę
oceniać, który z wyżej wymienionych modeli pracy z zespołem jest lepszy.
Wiem natomiast, iż sposób działania Janusza Dąbrowskiego jest bliższy
drugiemu z wyżej opisanych, i że przez niego stosowany okazuje się sposobem
nadzwyczaj skutecznym.
Wypada
jeszcze dla równowagi dodać, wracając do wątku, który poruszyłem na wstępie,
iż władza dyrygenta jakkolwiek nieograniczona, jest rzeczą względną. Kimżesz
bowiem jest dyrygent, jeśli nie jednym z giermków pozostających w służbie
pani MUZYKI!
| góra strony |

Copyright © by Mateusz Homa
2001-2002
|